NOWY ROK nie zaczyna się ZIMĄ!
Dziś bedzie o czasie, ciele i neuroatypowej wrażliwości na niespójność świata z naturą.
Przez większość historii ludzkości Nowy Rok nie zaczynał się zimą i ja zawsze czułam to w Sylwestra, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam dlaczego wszystko we mnie krzyczało niezgodą na witanie czegokolwiek w dniu 1 stycznia.
Zima była czasem wycofania: regeneracji, ciszy, spokoju, zamrożenia.
Czasem, w którym świat naturalnie zwalniał, a ludzie nie próbowali z nim walczyć.
Dla wielu osób neuroatypowych zima do dziś taka właśnie jest, a styczeń jest najtrudniejszy: ciężki, długi i męczący.
Cisza nie jest luksusem, lecz dla ciala i organizmu koniecznością, tak jak gubienie liści przez drzewa. Ograniczenie bodźców nie jest kaprysem, lecz regulacją układu nerwowego.
Tymczasem współczesna kultura robi dokładnie odwrotnie!
Kalendarz nie liczy się z układem nerwowym. Cywilizacja nie.liczy sie z naszym pierwotnym połączeniem ze Źródłem.
Styczeń stał się symbolem nowego początku.
Nowe cele. Nowe tempo. Nowa wersja siebie.
Tyle że dla wrażliwego, neuroatypowego układu nerwowego to moment największego przeciążenia:
mało światła, dużo hałasu, presja spotkań, oczekiwanie „entuzjazmu”.
Z wyciszenia zrobiono słabość.
Z potrzeby odpoczynku, coś wstydliwego.
Z regulacji - „brak motywacji”.
Osoby neuroatypowe często czują wtedy, że coś z nimi jest nie tak.
Że nie nadążają...
Że nie potrafią „wejść w nowy rok” z entuzjazmem.
A prawda jest prostsza i głębsza:
to współczesny kalendarz jest niezsynchronizowany z ciałem.
Rok jest harmonijnym cyklem, a nie deadlinem.
Najstarszy rzymski kalendarz zaczynał się w marcu (Martius).
Nazwy miesięcy do dziś zdradzają ten porządek: September był siódmym miesiącem, October ósmym.
W średniowiecznej Europie Nowy Rok przez długi czas zaczynał się 25 marca – w momencie, gdy świat naprawdę się budził.
Dopiero późniejsze ujednolicenia przesunęły początek roku na styczeń.
Był to porządek administracyjny.
Nie biologiczny.
Nie sensoryczny.
Nie neuroprzyjazny.
Dla osób neuroatypowych czas nie jest linią od-do I już.
Jest falą, cyklem, ruchem pomiędzy wycofaniem a ekspansją.
I dokładnie tak działa natura.
Może dlatego koniec grudnia zawsze mnie boli, bo wymaga ekspansji wtedy, gdy ciało jeszcze się chowa. Od kilku lat chowam się x nie obchodzę swiąt, nie świętuję w Sylwestra.
Dla neuroatypowego układu nerwowego koniec roku to podwójne obciążenie:
walka z brakiem światła i walka z normą społeczną, która nie zostawia miejsca na pauzę.
Postanowienia noworoczne nie zawodzą dlatego, że „brakuje nam silnej woli", są składane w momencie, w którym system nerwowy potrzebuje bezpieczeństwa, nie wyzwań.
Nie składam życzeń 1 stycznia, nie podejmuję żadnych postanowień, linia czasowa plynie.
Prawdziwy początek przychodzi wtedy, gdy ciało mówi „tak” na nowe.
Gdy pojawia się impuls, a nie przymus.
Gdy energia nie jest wykrzesana, tylko naturalnie wstaje.
Dla wielu osób neuroatypowych ten moment przychodzi wiosną: wraz z pierwszym światłem i pierwszym ruchem, zaczynam wykluwać sie z zimowego zamrożenia.
Wiosną świat śpiewa harmonijnym dźwiękiem, wreszcie nie jest za głośny wybuchem sztucznej radości. I jaskrawy świątecznymi lampeczkami.
Może więc nie trzeba się naprawiać.
Może wystarczy zacząć żyć we własnym rytmie.
Bo Nowy Rok nie zaczyna się zimą!
Zaczyna się wtedy, gdy znów rodzi się życie, także to wewnętrzne.